piątek, 3 października 2008

Poszukiwania

było juz wszystko... dosłownie.


czy zatem warto poszukiwać? czy dalece postępujące ingerencje cyfrowe w fotografię są panaceum na bolączkę poszukiwań nowych form wyrazu? czy obraz przefiltrowany godzinami ślęczenia i mozolnej pracy w programie komputerowym jest jeszcze fotografią? czy jest bardziej FOTO? Czy może bardziej GRAF?







Czasami zadaję sobie pytanie: po co? Po co negatywy, wywoływacze, papiery, przerywacze i popijanie utrwalaczem? Po co? Nie lepiej kliknąć plugina w peesie - wszak dla oglądacza efekt końcowy taki sam... wszak większość oglądaczy to WIDZOWIE KOMUPERÓW...


Po co?


Dla zabicia nudy, czy może to (jak wyczytałem ostatnio na aparaty.tradycyjne.net) przejaw bezgranicznego snobizmu?

Może...

1 komentarz:

rozczarowany olowek pisze...

tak sobie pomyslalem o swiecie przyszlosci ktorego nigdy nie zdazy byc. wyobrazmy sobie ze wynaleziono pokarm doskonaly, kupujesz w sklepie pigule, polykasz jestes najedzony, wszystkie potrzeby pokarmowe organizmu zaspokojone pelen komplet mikroelementow itd. jest nawet pare smakow do wyboru a te drozsze sa ponoc wyborne. koniec z przygotowywaniem potraw, zmywaniem garow, ciezkimi siatami z warzywniaka itd. znajdzie sie paru ludzi o bardziej wybrednym smaku oraz ci od ktorych z podziwem slyszy sie 'lubie gotowac! i to tyle'.
bo gdyby zrobic ankiete to sporod wszystkich ktorzy maja co wlozyc do gara, co najmniej polowa nie lubi gotowac, trzy czwarte je byle co byle gdzie byle szybko i kolorowo i nie widzi w tym nic zlego a dziewiedziesiat procent na kulinaria i tak szkoda czasu czyli tzw "go nie ma".

tak ze wszystkim.

i pozniej sie walaja takie niedobitki. co wola czarna plyte od pendrive'a z gigatoną sciagnietych z sieci szumow. niebezpieczne to ponoc byc moze, utrwalacze jakies pijaja..