niedziela, 14 grudnia 2008

oto Człowiek

Jako dziecko, wraz z kilkoma kumplami robiliśmy czasami na rowerach wyprawy po okolicy. Dla dziesięcio, czy dwunastolatków wyprawy w promieniu 10 kilometrów od domu były poważnymi ekspedycjami. Zazwyczaj jeździliśmy do lasu, na glinianki, na bunkry, czy nad jezioro. Podczas jednej z takich wycieczek natknęliśmy się na stary, zapomniany cmentarz.




Pamiętam, że bawiliśmy się na nim w chowanego. Był tam jeden taki grobowiec, otwarty niedużą dziurą, przez którą można było wejść do środka. Wewnątrz stały dwie cynowe trumny, całe spowite w pajęczynach i ornamentach, jakie mistrz umieścił tworząc te śmiertelne dzieła sztuki.



Minęło wiele lat.
Od jakiegoś czasu myśl o tym cmentarzu drążyła w mojej głowie potrzebę podróży. W zeszłą sobotę pojechałem tam. Dziwne, po dwudziestu pięciu latach nie pamiętałem jak w to miejsce dojechać, szczęściem spotkałem starszą kobietę, która rowerem jechała do miasta:
- Cmentarz? Ten niemiecki? A czemu pan pyta?

Wyjaśniłem, że chcę zrobić zdjęcia, że opisać chcę, że zatrzymać w pamięci…
- Za krzyżem w prawo, w polną drogę musi pan pojechać, potem za górką będzie las…
Z dokładnością mapy satelitarnej opowiedziała mi drogę do celu. Na koniec rzuciła jeszcze:
- Ale tam panie już nic niema, tylko drzewa i krzaki. Wszystko zarosło. Tylko nieboszczyki są w ziemi, ale grobów nie widać już.
Podziękowałem pięknie i życząc zdrowia ruszyłem.



Mała osada pod lasem. kilka gospodarstw rozrzuconych wśród rudych traw. Na górce, na skraju lasu - stary cmentarz. Pamiętam, że jeszcze 25 lat temu wyraźnie było widać napisy na nagrobkach, dziś raczej wyobraźnia, niż oczy opowiada czyje ciało w tym miejscu łączy się z ziemią ...

Stado dzikich ptaków, które na moje oko ornitologicznego dyletanta były krukami, krążyły nad okolicą z rozdzierającym przestrzeń krzykiem. Dzień był szary i zimny. Pomyślałem, że mam fatalne warunki oświetleniowe do fotografowania. Rozłożyłem statyw, podpiąłem kasetę do aparatu, wybrałem obiektyw. Zrobiłem może ze dwa zdjęcia, kiedy spostrzegłem postać idącą w moim kierunku. Jak się później okazało – było mi dane spotkać Człowieka przez duże CZ.


W pobliskim domu mieszka Pan Wiesław, kiedy zobaczył, że fotografuję - przyszedł. Zaczęliśmy rozmawiać. Ludzie nie przestają mnie zadziwiać, wystarczy dać im chwilę uwagi, chwilę szczerego zainteresowania - a opowiadają tak niesamowite historie... Niezwyczajni Ludzie Zwyczajni.




W zasadzie tego cmentarza już nie powinno być. W zasadzie mijający czas, igliwie, umarłe liście i miękka warstwa mchu powinny ukryć przed oczami istnienie tego miejsca... Pan Wiesław mieszka tu od siedmiu lat. Kilka lat temu postanowił poświęcić swój wolny czas na przywrócenie tego miejsca z mroków niepamięci. Każdą wolną chwilą odkrywa kolejne groby zdejmując z nich ogromną warstwę czasu i bezlitosnej natury, która wdziera się ze swoją żywotnością rodząc na grobach nowe drzewa, grzyby, dywany mchu.
- A kto wie, gdzie mnie pochowają? Przecież to ludzie. Niemcy? Nie, ludzie!
I tak oto po raz kolejny spotkałem na swojej drodze Człowieka...



Mamiya rb67 proS + Sekor C 90 1:3,8 Adox CHS 100 ART 100@400 Fomadon r09new 1+50 20*C 24' 0-1'+1x/1'

3 komentarze:

KUBACKI pisze...

miło czasem trafić na Człowieka - oby więcej takich historii Tomku

Yoonson pisze...

witaj!
to tylko przymiarka. jestem umówiony z Panem Wiesławem na dłuższy wywiad i sesję fotograficzną. pomyślałem, że najlepiej będzie zrobić to na wiosnę, kiedy na drzewach cmentarnych poawią się piewrwsze listki...
układam w głowie plan wywiadu.

Grisza pisze...

Z (nie)cierpliwością czekam na to co się z tego rozwinie.